
Jeden z widzów, Filip, zadał mi niedawno pod filmem świetne pytanie. Zapytał wprost, czy nie żałuję odejścia z bezpiecznego etatu. To pytanie trafiło w punkt, szczególnie teraz, w lipcu 2026 roku, zaledwie kilka miesięcy po tym, jak w maju ostatecznie zamknąłem za sobą korporacyjne drzwi, by w stu procentach poświęcić się KajoData. Wydaje mi się, że pytanie o żal i o pracę na etacie jest w rzeczywistości pytaniem o wiele szerszym. To pytanie o życiowe zmiany, o ryzyko i o to, czym kierujemy się w naszych kluczowych decyzjach. Dlatego postanowiłem odpowiedzieć na nie w formie tego rozbudowanego artykułu.
Rzeczywiście, Filip ma sporo racji w swoich kalkulacjach. Gdybym potraktował pracę na etacie w sposób maksymalnie zachowawczy i skupił się wyłącznie na niej – pracując pięć dni w tygodniu jako architekt danych, a nie cztery, jak to miało miejsce pod koniec – zarabiałbym dzisiaj w okolicach dwudziestu pięciu tysięcy złotych na rękę. Nie oszukujmy się, to są bardzo duże pieniądze, które dają niesamowity spokój ducha. Jednak w moim życiu zawodowym kilka razy stawałem przed podobnym dylematem. Za każdym razem zadawałem sobie to samo pytanie: czy powinienem kontynuować coś, co jest bezpieczne, stabilne i w czym jestem w miarę dobry, czy może zaryzykować i zmienić otoczenie na takie, które daje mi szansę na coś więcej?
Prawo: Bezpieczny zawód i perspektywa nieszczęścia
Pierwszą taką poważną sytuacją, w której zderzyłem się z presją otoczenia i własnymi wątpliwościami, były studia prawnicze. Studiowałem prawo przez półtora roku i, mówiąc zupełnie szczerze, byłem w tym bardzo przeciętny. Nie czułem pasji do wkuwania kodeksów, a wizja spędzenia reszty życia w todze na sali sądowej czy w kancelarii napawała mnie raczej niepokojem niż ekscytacją.
Z drugiej strony miałem przed sobą wydeptaną, jasną ścieżkę. Wystarczyło zagryźć zęby, przetrwać kolejne sesje i wytrwać do końca. Prawo to obiektywnie bardzo dobry zawód, dający prestiż i stabilizację finansową. Sam fakt, że dostałem się na bezpłatne studia dzienne na kierunku prawniczym, był traktowany przez moją rodzinę i otoczenie jako spore osiągnięcie. Kiedy więc zacząłem głośno mówić o rezygnacji, spotkałem się z ogromnym murem niezrozumienia.
Dla wielu osób, które obserwowały moją decyzję, było to zwykłe znużenie materiałem. Doradzano mi, tłumacząc, że to tylko chwilowa emocja, niechęć wynikająca z faktu, że zderzyłem się z pierwszą poważną trudnością. Mówili: „Okazało się, że to trudniejsze niż myślałeś, i dlatego uciekasz”. Ja jednak miałem w sobie bardzo silną intuicję, której nie potrafiłem uciszyć. Czułem, że dalsze trwanie w tym środowisku po prostu uczyni mnie nieszczęśliwym człowiekiem na dłuższą metę. Czułem, że jeśli zostanę na prawie, jakaś ważna część mnie – ta, której za nic w świecie nie chciałem stracić – bezpowrotnie umrze. Zrozumiałem wtedy, że dwudziestoletni chłopak ma prawo podejmować takie decyzje, nawet jeśli cały świat dookoła uważa je za błąd. I tak odszedłem z prawa.
Polonistyka: Bitwa na charyzmę i artystyczne ego
Kolejna sytuacja dylematu życiowego miała miejsce nieco później i wyglądała zupełnie inaczej. Trafiłem na polonistykę, czyli studia, które ostatecznie skończyłem z tytułem magistra. W przeciwieństwie do prawa, tutaj radziłem sobie naprawdę bardzo dobrze. Pomimo różnych wybojów na mojej drodze, kończyłem ten etap z solidnymi wynikami. Podczas obrony pracy magisterskiej promotorzy wyraźnie zasugerowali mi, że doktorat byłby dla mnie naturalną i świetną ścieżką rozwoju. Być może widzicie to w moich materiałach, ale od zawsze miałem w miarę „gadane”. Umiejętność zarządzania słowem, formułowania myśli i argumentacji to cechy, które na wydziale humanistycznym są niesamowicie cenione i lubiane.
Miałem nawet szczęście współtworzyć bardzo dobrej jakości konferencję na Uniwersytecie Jagiellońskim razem z moją przyjaciółką Moniką. Ludzie ze środowiska akademickiego, którzy nas wtedy obserwowali, byli wręcz przekonani, że oboje wsiąkniemy w ten świat na stałe. Monika faktycznie została w akademii i z perspektywy czasu wydaje mi się, że dla niej była to rewelacyjna decyzja. Ja jednak zderzyłem się z innym problemem.
Polonistyka była dla mnie w dużej mierze studiami o charakterze artystycznym i mocno subiektywnym. To oznaczało środowisko o niezwykle trudnych warunkach do jednoznacznej oceny tego, czy radzimy sobie dobrze, czy źle. Akademia na wydziałach humanistycznych to często brutalna bitwa na charyzmę, która potrafi być niesamowicie wykańczająca psychicznie. To nieustanne udowadnianie, kto jest bardziej oczytany, kto potrafi zdominować dyskusję swoim intelektem, rzucając w odpowiednim momencie niszowym cytatem. Na pewno znacie takich ludzi, którzy są bystrzy aż do przesady i cały czas to manifestują.
Kiedyś bardzo mi to imponowało, sam zresztą starałem się taki być. Zauważyłem jednak, że na dłuższą metę jest to sport trudny do zniesienia. To trochę tak, jakby ktoś miał gigantycznego bicepsa i przy każdej możliwej okazji prężył go przed otoczeniem. Ja byłem w środowisku, gdzie trwał nieustanny pokaz bicepsa artystyczno-intelektualnego. Zdałem sobie sprawę, że z każdym kolejnym rokiem walka o to, by udowadniać wszystkim swoją charyzmę, byłaby coraz trudniejsza i coraz bardziej odklejona od moich prawdziwych potrzeb.
Stwierdziłem, że wolę normalną ścieżkę komercyjną. Dlaczego? Ponieważ w biznesie kryteria awansu i rozwoju są znacznie łatwiejsze do rozpoznania i zmierzenia. Odszedłem, choć wiązało się to z żalem. Żałowałem, że zostawiam świat, w którym poruszałem się już niemal perfekcyjnie, na rzecz świata zupełnie mi nieznanego, który początkowo okazał się niezwykle trudny. Mój pierwszy komercyjny przystanek po polonistyce to była praca recepcjonisty w krakowskich hostelach i hotelach.
Zostań analitykiem danych – dołącz do KajoDataSpace!
Najlepsza ścieżka do zawodu analityka danych. Dostęp do pełnych wersji kursów online z Excela, SQLa, PowerBI, Tableau i Pythona z certyfikatami!
🟨 Ekskluzywana ale pomagająca sobie społeczność.
🟩 Ponad 75 godzin materiałów video.
🟨 Spotkania LIVE co miesiąc.
🟩 Mój osobisty mentoring.
Hotelarstwo: Pułapka awansu i sztuka improwizacji
Praca w hotelarstwie to była potężna lekcja pokory, ale też niesamowita szkoła życia. Szybko zacząłem się w tej branży rozwijać. Zwykła recepcja zmieniła się w stanowisko supervisora, a w pewnym momencie zaproponowano mi pracę menadżera grup. To stanowisko było bardzo wyraźnym krokiem do tego, by na stałe zakotwiczyć w branży hotelarskiej i w przyszłości zająć się poważnym zarządzaniem obiektami.
I tutaj, po raz kolejny, pojawił się ten sam dylemat. Miałem już świetne rozeznanie w branży, byłem doceniany, a awans leżał na stole. Miałem przed sobą decyzję, czy porzucić coś, w czym jestem dobry, by szukać czegoś więcej. Coś mi podpowiadało, że czeka mnie lepsza przyszłość, w której uda mi się wyeliminować wady pracy hotelowej, których absolutnie nie dało się przeskoczyć.
Chodziło o brutalną rzeczywistość pracy zmianowej. Hotelarstwo to branża, która nigdy nie śpi, to praca w trybie dwadzieścia cztery godziny na dobę, siedem dni w tygodniu. Nieustannie działy się tam rzeczy niespodziewane, goście potrafili zachowywać się w sposób irracjonalny i chaotyczny. Zarządzanie tym ciągłym chaosem i wymóg nieustannej improwizacji wysysały ze mnie resztki energii. Zrezygnowałem z tego awansu, po raz kolejny wybierając niepewność zamiast zabetonowania się w ścieżce, która na dłuższą metę by mnie zniszczyła. Ta decyzja z czasem zaprowadziła mnie do analizy danych – decyzja, za którą dzisiaj jestem sobie niewymownie wdzięczny.
Złote Kajdanki: Dlaczego odszedłem z Zooplusa?
I tak dochodzimy do największego dylematu w mojej karierze, czyli ostatecznego odejścia z etatu. Przez ponad 7 lat przeszedłem drogę od juniora, analizującego proste tabelki, do Data Architecta pracującego dla dużej, międzynarodowej firmy – Zooplusa. To była praca niesamowicie komfortowa, stabilna, dobrze płatna i dawała mi dużo satysfakcji intelektualnej.
Jednak równolegle do tej pracy rosło moje własne „dziecko”. Od grudnia 2021 roku budowałem markę KajoData. Skala tego projektu zwiększała się z każdym miesiącem. Doszedłem do momentu, w którym moje zarobki z prowadzenia KajoData znacząco przekraczały to, co dostawałem na etacie. Była tu jednak pewna haczyk: te pieniądze były niepewne. Raz miałem miesiąc genialny, innym razem znacznie słabszy. Praca na umowie o pracę dawała mi stabilność, której KajoData wciąż się uczyło. Mógłbym przecież dalej siedzieć na dwóch stołkach – pracować cztery dni w tygodniu dla korporacji, a wieczorami i w weekendy rozwijać swoje kursy.
Musiałem jednak spojrzeć prawdzie w oczy. To, że udało mi się zrealizować w życiu pewne fundamentalne cele, jak chociażby wzięcie kredytu na dom z moją żoną, było zasługą tego, że zacząłem pracować na swoim. Zrozumiałem, że projekt KajoData rozwija się świetnie, ale zaczął zderzać się z sufitem mojego czasu. Czułem, że stoję w rozkroku między dwoma światami. Musiałem podjąć decyzję i poświęcić jedną z tych cennych rzeczy, by móc w pełni zaangażować się w drugą.
W maju 2026 roku zdecydowałem. Wybrałem KajoData. Wybrałem budowanie ekosystemu, w którym realnie zmieniam życie innych ludzi. KajoDataSpace, nasz flagowy produkt subskrypcyjny, w którym dajemy pełen dostęp do kursów, społeczności i webinarów, stał się głównym filarem mojej działalności. To miejsce tętni życiem, a my pomogliśmy już dziesiątkom osób zdobyć pierwszą pracę w analizie danych. Kiedy widzę ich sukcesy, wiem, że dokonałem właściwego wyboru, nawet jeśli oznaczało to utratę korporacyjnej poduszki bezpieczeństwa.
Odwaga kontra Strach: Czerwona Pigułka Analizy Danych
Clou tego wszystkiego, do którego zmierzam, opiera się na jednym prostym założeniu. W życiu co jakiś czas stajemy przed wyborem: albo wybieramy bezpieczeństwo, albo marzenia. W moim przypadku tym teoretycznym bezpieczeństwem był etat architekta danych. Ja zdecydowałem się wybrać marzenia. Wiem, jak to brzmi. Kiedy mówię o „realizacji siebie” i „podążaniu za marzeniami”, brzmię pewnie jak jakiś podniosły life-coach z taniej książki z działu samopomocy. Zapewniam Was, że aż taki oderwany od rzeczywistości nie jestem. Prawda o tej decyzji jest brutalnie pragmatyczna, ale jednocześnie wymagająca gigantycznej odwagi.
Moim zdaniem życie regularnie prezentuje nam rozwidlenia i możemy podjąć decyzję albo z pozycji odwagi, albo z pozycji strachu. Pamiętacie tę kultową scenę z Matrixa? Morfeusz mówi do Neo: „Bierzesz niebieską pigułkę – historia się kończy, budzisz się we własnym łóżku i wierzysz w co chcesz. Bierzesz czerwoną pigułkę – zostajesz w Krainie Czarów, a ja pokażę ci, jak głęboko sięga królicza nora”.
Kiedy wybieramy z pozycji strachu – czyli bierzemy niebieską pigułkę – zazwyczaj idziemy ścieżką, którą znamy lepiej. Chronimy nasz komfort. Ale ta ścieżka daje drastycznie mniejsze możliwości na to, że spotka nas coś nowego. Zamykamy się na realizację wizji, którą gdzieś tam w głębi serca nosimy. Często nawet nie pozwalamy, by życie nas pozytywnie zaskoczyło.
Mam wrażenie, że moje przejście w pełni na KajoData bardzo przypomina decyzje wielu z Was o tym, by wejść w branżę IT i przebranżowić się na analityka danych. Obie te drogi są pełne niepewności. Wiem, że jeśli brakuje Wam odpowiednich fundamentów, wejście do tej branży wydaje się przerażające. Dlatego zawsze polecam solidne przygotowanie, czy to przez odpowiednio dobrane kursy SQL i Pythona, czy dołączenie do takich miejsc jak KajoDataSpace, gdzie zdejmujemy z Was część tego ciężaru niewiedzy. Ale ostatecznie tej ostatecznej decyzji – skoku na głęboką wodę – nikt za Was nie podejmie.
Mikrowstyd i życie w strefie komfortu
Nie chciałbym, żeby ten artykuł zabrzmiał w sposób zawstydzający kogokolwiek. Jeśli ktoś się boi i nie znajduje w sobie w tym momencie odwagi do zmiany, to nie jest żaden powód do wstydu. Walka o utrzymanie komfortu i bezpieczeństwa swojej rodziny to szlachetny cel.
Warto jednak mieć świadomość pewnego zjawiska, którego sam wielokrotnie doświadczyłem. Te sytuacje w moim życiu, kiedy nie decydowałem się na krok podyktowany odwagą – kiedy podejmowałem decyzje motywowane wyłącznie strachem przed oceną lub obawą o utratę wygody – po latach wracały do mnie w postaci czegoś, co nazywam „mikrowstydem”. To takie ciche, powracające ukłucie żalu, że w kluczowym momencie wycofaliśmy się, cofnęliśmy nogę, zagraliśmy ekstremalnie asekuracyjnie i przez to straciliśmy szansę na wygraną. Nie ma wstydu w przegrywaniu. Przegrywamy często, to naturalne. Ale trudniej znieść świadomość, że przegraliśmy walkowerem z lepszą wersją samego siebie. Trudno „zjeść ciastko i mieć ciastko” – zadeklarować chęć ochrony komfortu, a potem być złym na cały świat, że nie zbiera się nagród przypisanych ryzykantom.
Patrząc na swoje życie z perspektywy czasu, widzę, że składa się ono z drobnych, odważnych wycinków. Tych skoków w nieznane. Kiedy spotykam ludzi, którzy całe życie wybrali bezpieczną linię prostą, widzę u nich płaskość doświadczeń. U mnie było pełno wybojów, ale nigdy w życiu nie oddałbym tych skoków. Nigdy nie oddałbym tego uczucia, kiedy z przeciętnego humanisty, wyczerpanego pracą na recepcji, stałem się cenionym Data Architektem, by potem porzucić to wszystko dla budowania własnej firmy.
Zapisz się do
newslettera
🎁 i zgarnij darmowe bonusy:
Poradnik Początkującego Analityka
Video - jak szukać pracy w IT
Regularne dawki darmowej wiedzy, bez spamu
Podsumowanie: Czy żałuję?
Czy więc żałuję utraty bezpieczeństwa i odejścia z umowy o pracę? Nie.
Oczywiście brakuje mi czasem przewidywalności, jaką dawała korporacja. Zapewne będę tej decyzji żałował w słabszych momentach jeszcze nie raz. Prowadzenie biznesu to sinusoida, bywają trudniejsze okresy, kiedy stres potrafi dać w kość. Pieniądze są w życiu bardzo potrzebne, pomagają odciąć mnóstwo problemów i zyskać spokój, by nie żyć w wiecznej walce o przetrwanie do pierwszego. Ale ostatecznie, sprowadzając to wszystko do fundamentów: mamy tylko jedno życie.
Co ja z tego życia będę miał na samym końcu? Będę miał garść wspomnień o momentach, w których zdecydowałem się pójść za marzeniami. O chwilach, w których zrobiłem coś ryzykownego, cholernie trudnego, ale ostatecznie fascynującego. Wybrałem ścieżkę w deszczu, nie wiedząc dokąd dokładnie mnie zaprowadzi, zamiast drogi, której finał znałem aż za dobrze.
Jeżeli ten wpis rezonuje z Twoimi przemyśleniami, jeśli sam stoisz na rozdrożu i zastanawiasz się, czy zaryzykować zmianę branży na analizę danych, czy założyć własną działalność, pamiętaj – decyzja podjęta z pozycji odwagi zawsze otwiera nowe drzwi.
Jeśli ten artykuł wydał Ci się wartościowy, będę ogromnie wdzięczny, jeśli udostępnisz go na swoim profilu na LinkedIn, Facebooku lub innym medium społecznościowym. Twoje udostępnienia pomagają mi docierać do osób, które – być może właśnie w tej chwili – potrzebują małego impulsu, by podjąć najodważniejszą decyzję w swoim życiu. Do zobaczenia w kolejnych materiałach!
Autorem artykułu jest Kajo Rudziński – analytical data architect, uznany ekspert w analizie danych, twórca KajoData oraz społeczności dla analityków KajoDataSpace.
To tyle w tym temacie. Analizujcie w pokoju!
Podobał Ci się ten artykuł 🙂?
Podziel się nim w Social Mediach 📱
>>> udostępnij go na LinkedIn i pokaż, że codziennie uczysz się czegoś nowego
>>> wrzuć go na Facebooka, to się może przydać któremuś z Twoich znajomych
>>> Przypnij sobie tą stronkę to zakładek, może się przydać w przyszłości
Wolisz oglądać 📺 niż czytać – nie ma problemu
>>> Obserwuj i oglądaj KajoData na YouTube
Wolisz czytać po angielsku? No problem!
Inne ciekawe artykuły:



