
Cześć! Tak jak się pewnie domyślasz, ten wpis nie będzie standardowym, technicznym artykułem o analizie danych. Wydarzyła się w moim życiu bardzo ważna rzecz. Podjąłem decyzję, która zmienia wszystko, a ponieważ trudno jest mi oddzielać moje życie prywatne i zawodowe od tego, o czym mówię na blogu czy kanale YouTube, postanowiłem podzielić się z Wami pełnym kontekstem.
Czerwiec 2026 roku to mój pierwszy miesiąc, w którym nie mam żadnego etatu. Z własnej, nieprzymuszonej woli odszedłem z pracy na stanowisku architekta danych, by w stu procentach poświęcić się KajoData. Zanim jednak przejdę do tego, dlaczego zrezygnowałem ze świetnie płatnej, bezpiecznej posady, musimy cofnąć się w czasie. Opowiem Wam historię o tym, jak z polonisty sprzątającego krakowskie hostele stałem się analitykiem, potem architektem, a ostatecznie twórcą własnej firmy. To historia o sprycie, szczęściu, ciężkiej pracy i przede wszystkim – o odwadze.
Dziesięć lat temu: polonistyka, hostel i pokój przechodni
Gdybyśmy cofnęli się dokładnie o dekadę, do 2016 roku, zobaczylibyście mnie pracującego na recepcji w jednym z krakowskich hosteli. Moja sytuacja życiowa wyglądała, delikatnie mówiąc, relatywnie źle. Studiowałem polonistykę, która zresztą przedłużyła mi się o dobre dwa lata względem regulaminowego czasu. Wynajmowałem mieszkanie, a w zasadzie pokój przechodni w lokalu, z którego ostatecznie zostaliśmy wyrzuceni przez administrację. Mieszkanie było przeznaczone dla czterech osób, a my gnieździliśmy się tam w ośmiu, żeby zminimalizować koszty. Czasami, gdy ktoś przechodził w nocy z pokoju do pokoju, musiał omijać introwertycznego gościa o dziwnym imieniu, który spał pod ścianą.
Po eksmisji nie miałem gdzie się podziać. Zaproponowałem mojemu menadżerowi, żebym zamieszkał w hostelu, w którym pracowałem. Żyłem w wieloosobowych pokojach z turystami. Cały mój życiowy dobytek mieścił się w małej szafeczce, tak zwanym lockersie. Co gorsza, te szafki były regularnie plądrowane, więc mój i tak skromny majątek sukcesywnie się kurczył. Moja codzienność składała się z pracy na nocki, sprzątania wymiocin po pijanych angielskich turystach i ciągłego poczucia, że moja przyszłość zawodowa nie rysuje się w jasnych barwach. Byłem zmęczony niestabilnością, alkoholem przewijającym się w tle i brakiem perspektyw.
Ucieczka do korporacji i pułapka „życia na dwie siódme”
Ta ogromna niechęć do hostelowej rzeczywistości pchnęła mnie do szukania pracy w korporacji. Doskonale rozumiem ludzi, którzy mają dystans do świata korporacyjnego, sam go wtedy miałem. Ale pragnienie normalności było silniejsze. Dostałem pracę w dziale obsługi klienta. Sytuacja finansowa uległa nieznacznej poprawie, zyskałem prywatną opiekę zdrowotną i odrobinę stabilności.
Jednak tam pojawił się inny problem. Nie nazwę tego wyzyskiem czy mobbingiem, ale zderzyłem się z ponurymi praktykami psychologicznymi, które miały na celu wyciśnięcie z pracownika absolutnego maksimum. To było nieustanne poczucie, że robisz za mało. Maile z wynikami, w których zawsze wypadałeś źle, wielki ekran na środku biura, na którym świeciłeś się na czerwono, jeśli poszedłeś do toalety na dłużej niż trzy minuty.
Wtedy zauważyłem coś przerażającego w zachowaniu moich rówieśników. Dokonywali wyboru, w którym praca i życie stawały się dwoma oddzielnymi, wrogimi światami. Znacie to powiedzenie: „Nie żyjemy po to, by pracować, pracujemy po to, by żyć”. Rozumiem jego esencję, ale kryje się w nim straszliwa pułapka. Oznacza ono bowiem, że skazujemy ogromną część naszego tygodnia na bycie formą kary. Zaczynamy żyć w modelu „na dwie siódme” – pięć dni udręki i czekania na piątek, by w końcu przez dwa dni żyć. Nie chciałem, aby zarobienie stu złotych więcej wiązało się z kolejnymi latami w takim trybie. Wiedziałem, że muszę zmienić nie tyle miejsce pracy, co sam jej charakter. Tak zrodził się pomysł, by zostać analitykiem danych.
Zostań analitykiem danych – dołącz do KajoDataSpace!
Najlepsza ścieżka do zawodu analityka danych. Dostęp do pełnych wersji kursów online z Excela, SQLa, PowerBI, Tableau i Pythona z certyfikatami!
🟨 Ekskluzywana ale pomagająca sobie społeczność.
🟩 Ponad 75 godzin materiałów video.
🟨 Spotkania LIVE co miesiąc.
🟩 Mój osobisty mentoring.
Przebranżowienie, czyli rok odmów i rola szczęścia
Od momentu podjęcia decyzji do znalezienia pierwszej analitycznej pracy minął okrągły rok. To był czas robienia kursów, wysyłania dziesiątek CV i mierzenia się z brutalnymi odmowami. Wtedy przebranżowienie nie było tak popularnym konceptem jak dziś. Rekruterzy patrzyli na moje CV, widzieli „polonistykę” i często z miejsca kończyli rozmowę. Dziś wykształcenie humanistyczne nie stanowi już takiej bariery (choć branża ma obecnie inne wyzwania), ale wtedy to była walka z wiatrakami.
Opowiadam tę historię, by pokazać, że w każdym życiorysie mieszają się elementy, na które mamy wpływ – wytrwałość, planowanie, inteligencja i spryt – z czystym szczęściem. Poznanie odpowiednich ludzi, bycie we właściwym miejscu i czasie. Zauważyłem, że osoby, które mocno wierzą w to, że mają władzę nad swoim losem i powołaniem, jakoś lepiej radzą sobie w życiu. Nie ulegają presji okoliczności, które często wydają się przytłaczające.
Rwa kulszowa, empatia i pierwsza szansa w Lufthansie
Kiedy w końcu dostałem pracę w Lufthansie jako analityk, pojawił się kolejny potężny problem: moje plecy. Od miesięcy zmagałem się z bolesną rwą kulszową i problemami z dyskiem. Pracowałem na trzymiesięcznym okresie próbnym. Pod koniec tego czasu poprosiłem moją ówczesną menadżerkę, Darię, o wcześniejsze podpisanie umowy na czas nieokreślony, abym mógł pójść na zaplanowany urlop. Zgodziła się.
Na urlopie sytuacja zdrowotna drastycznie się pogorszyła. Wypadł mi dysk. Musiałem zadzwonić do Darii i powiedzieć, że z jej dwuosobowego zespołu zostaje tylko jedna osoba, a ja znikam na co najmniej cztery miesiące, czekając na operację. Postawiłem ją w okropnej sytuacji. Zatrudniła faceta z polonistyki, który od razu poszedł na wielomiesięczne zwolnienie lekarskie. Gdyby moje plecy poddały się półtora miesiąca wcześniej, umowa po prostu nie zostałaby przedłużona. A jednak Daria i mój kolega z zespołu, Michał, wykazali się ogromną empatią i profesjonalizmem. Nigdy nie usłyszałem z ich strony słowa zarzutu. Miałem też ogromne szczęście, bo udało mi się szybko zorganizować operację na NFZ i po pięciu miesiącach rehabilitacji mogłem wrócić do biura.
Imposter syndrome i brutalna weryfikacja rzeczywistości
Powrót do pracy analityka nie oznaczał końca problemów. Szybko zderzyłem się ze ścianą. Pamiętam, jak chodziłem wokół krakowskich biurowców w parku biznesowym Bonarka, próbując zredukować stres. Zadawałem sobie pytanie: „Czy ty w ogóle jesteś analitykiem?”. Spotykałem problemy, których nie potrafiłem rozwiązać. Zrozumiałem wtedy, że kursy z Excela i SQL-a, które przerobiłem, to jedno, a prawdziwe wyzwania biznesowe to zupełnie inna liga.
Mój imposter syndrome (syndrom oszusta) wybijał przez dach. Miałem wrażenie, że kompletnie się do tego nie nadaję i że ubzdurałem sobie tę ścieżkę kariery. Jedyną receptą na ten stan była pokora, ciężka praca i znoszenie dni, w których po prostu czułem się w swojej pracy beznadziejnie słaby. Jeśli jesteś teraz na tym etapie – wiedz, że to normalne. Właśnie po to dziś tworzę kursy i buduję KajoData Space, aby pomagać ludziom przejść przez to twarde zderzenie z rynkową rzeczywistością, dając im wiedzę popartą praktyką, a nie suchą teorią z tutoriali.
Egoizm zawodowy i wejście na wyższy poziom w Zooplus
Po pewnym czasie dotarło do mnie, że w Lufthansie zarabiam stosunkowo mało. Zaoferowałem niską stawkę na wejściu, by zniwelować brak technicznego tła. Kiedy poprosiłem o podwyżkę, usłyszałem, że w ramach standardowych, procentowych widełek zajmie mi kilka lat, by dojść do zadowalającego poziomu. Zdecydowałem się na hedonistyczny i egoistyczny ruch – postanowiłem odejść. Mimo ogromnej wdzięczności za wsparcie w chorobie, zrozumiałem, że przesadna lojalność wobec organizacji może zablokować mój rozwój. Ostatecznie to my sami musimy walczyć o siebie.
Wykazałem się sprytem, prosząc Michała (który zdążył już zmienić pracę) o polecenie mnie w firmie Zooplus. Trafiłem na arcytrudny test techniczny w zespole, który akurat znajdował się w bardzo skomplikowanym momencie organizacyjnym. Udało mi się. Dostałem pracę i gigantyczną podwyżkę o około 50%. Wtedy po raz pierwszy namacalnie przekonałem się, że drugi krok w branży IT jest znacznie łatwiejszy niż pierwsze przełamanie bariery wejścia. Mając w CV „analityk”, nikogo już nie obchodziła moja polonistyka.
YouTube, sceptycyzm i mozolna praca za 300 złotych
W 2021 roku, pracując już stabilnie w Zooplusie, poczułem potrzebę dzielenia się wiedzą. Analityka danych w Polsce była wtedy prezentowana w sposób niezwykle nudny i pozbawiony charyzmy. Chciałem to zmienić. Kiedy zakładałem kanał KajoData na YouTube, słyszałem mnóstwo głosów krytyki. Mówiono mi, że nie mam szans, bo Hindusi nagrali już wszystkie możliwe tutoriale z Excela, a anglojęzyczne kanały mnie zdominują. I to była prawda.
Moje pierwsze filmy oglądało po piętnaście osób. Szybko zrozumiałem, że to nie jest przepustka do sławy – nisza analityki po polsku jest po prostu zbyt wąska. Kogo ekscytują moje wywody o formatowaniu warunkowym? A jednak robiłem to przez pięć lat. Tydzień w tydzień: pisanie scenariuszy, nagrywanie, montaż. Może to zabrzmieć absurdalnie, ale do dzisiaj, w 2026 roku, moje miesięczne zarobki z reklam z samego YouTube’a (AdSense) wynoszą około 300 złotych. Przez pięć lat generowałem setki godzin darmowej treści za kwotę, która wystarcza na jeden większy obiad w restauracji. Ale coś podpowiadało mi, że to wszystko ma głębszy sens.
Przełom, kursy i uczucie prawdziwego bogactwa
Pod koniec 2022 roku poczułem wypalenie. Zastanawiałem się, po co to wszystko robię. Zrozumiałem, że jedyną drogą jest stworzenie własnego, realnego produktu. Tak w lipcu 2023 roku powstał mój pierwszy kurs z Excela. Sukces tego przedsięwzięcia przeszedł moje oczekiwania. Zmonetyzowałem zaufanie, które przez lata budowałem na YouTubie.
Pamiętam ten dzień, gdy w ciągu 48 godzin zarobiłem cztery tysiące złotych. Siedziałem przed monitorem, wciskając F5, i patrzyłem, jak spływają kolejne zamówienia. Uwierzcie mi, nigdy później nie czułem się tak niewyobrażalnie bogaty. To nie o kwotę chodziło, ale o twardy, rynkowy dowód, że moja wiedza i moja praca mają ogromną wartość dla innych ludzi. Niedługo potem wypuściłem kurs SQL-a. Myślałem, że tak już zostanie – etat w korporacji plus miły zastrzyk gotówki ze sprzedaży kursów dwa razy w roku.
KajoData Space: Urlop, ryzyko i budowanie społeczności
Z czasem samo tworzenie kursów zaczęło mnie męczyć. Jesienią 2023 roku zacząłem myśleć o czymś nowym. Żona pokazała mi platformę Dogflix – społeczność dla właścicieli psów z edukacyjnym zacięciem. Zobaczyłem w tym model, który chciałem przenieść na rynek IT. Produkt oparty na subskrypcji, ciągłym rozwoju i, co najważniejsze, żywej społeczności.
Wziąłem dwa tygodnie urlopu wyłącznie po to, by przetestować i zbudować tę ideę. Posiadanie świetnego etatu i stabilności często usypia naszą czujność, ale czułem ogromną presję czasu. Wiedziałem, że jeśli nie zrobię tego teraz, rynek ucieknie. Uruchomienie modelu społecznościowego to potężne ryzyko. Jeśli sprzedajesz kurs, nieważne czy kupi go jedna osoba, czy tysiąc – ta jedna osoba dostaje produkt. Jeśli obiecujesz ludziom społeczność na Discordzie i w dniu premiery nie ma tam nikogo, ponosisz spektakularną klęskę.
Wykorzystałem wszystkie moje znajomości z LinkedIna, proponując wymiany wartości i prosząc o wsparcie promocyjne. Ponownie, to był chłodny spryt. Świat zakłada rywalizację i walkę o ograniczone zasoby. Nie przepraszam za to. Zbyt duża doza empatii wobec rynkowych konkurentów rzadko prowadzi do sukcesu. Pierwszego dnia na KajoData Space pojawiło się około 60 osób. Wiedziałem, że wygrałem. Dzisiaj ta społeczność liczy kilkaset osób, dla których regularnie organizuję webinary, aktualizuję ścieżki przebranżowienia i poszerzam ofertę kursową. To moje najważniejsze dzieło.
Wspinaczka na architekta i skok bez spadochronu
W międzyczasie nie zwalniałem tempa na etacie. Szybko zdobywałem kolejne awanse, aż dotarłem do poziomu Data Architekta. W rozwoju kariery obowiązuje zasada z gier komputerowych – kiedy pokonasz bossa i przejdziesz na wyższy poziom, gra staje się trudniejsza, ale poziomy się nie cofają. Zawsze aplikowałem na role, na które nie byłem jeszcze w pełni gotowy. Przez pierwsze miesiące jako architekt obrywałem po głowie, ale wiara we własne możliwości pozwalała mi przetrwać do momentu, gdy w końcu stawałem się w tym naprawdę dobry.
I tak dochodzimy do dzisiaj. Do czerwca 2026 roku. Znajduję się w górnych 5% najlepiej zarabiających ludzi w Polsce. Mam ugruntowaną pozycję, z której nikt mnie nie wyrzuca, a moja wiedza jako architekta danych jest niezwykle pożądana. Mimo to, podjąłem decyzję o odejściu z etatu, by zająć się wyłącznie firmą KajoData.
Zrobiłem to, mimo obciążeń kredytowych i zobowiązań rodzinnych. Wielu uzna to za skrajną nieodpowiedzialność. Otrzymałem mnóstwo wsparcia na LinkedInie, ale nie ukrywam, że towarzyszy mi dziwny rodzaj żałoby po starym, bezpiecznym świecie. Spodziewałem się wodospadu euforii po odzyskaniu wolnego czasu, a tymczasem miewam dni pełne wątpliwości. Co więcej, nikt nie wie, jak za pięć lat sztuczna inteligencja wpłynie na nasz rynek. Być może wszystko, co buduję, będzie wymagało drastycznej przebudowy.
Zapisz się do
newslettera
🎁 i zgarnij darmowe bonusy:
Poradnik Początkującego Analityka
Video - jak szukać pracy w IT
Regularne dawki darmowej wiedzy, bez spamu
Zakończenie: Z odwagą w lustro
Dlaczego więc to zrobiłem? Odpowiedź nie kryje się w arkuszach kalkulacyjnych ani w modelach biznesowych, lecz w filozofii życia. Czasami, by w naszym życiu coś się zmieniło na głębokim poziomie, musimy zmienić absolutnie wszystko.
Większość z nas przechodzi przez życie na 60% swoich możliwości, nieustannie trzymając gardę, bojąc się cokolwiek stracić. Nasze decyzje są motywowane strachem przed ryzykiem. Ja po prostu nie chcę tak żyć. Ostatecznie, gdy opadną emocje i zostajemy sami ze swoimi myślami, nikt poza nami nie zna w pełni naszej drogi. Zostajemy sami z bilansem własnego życia. Najcenniejsze, co możemy w nim zgromadzić, to wspomnienia decyzji podjętych z czystą odwagą. Decyzji, w których nie szukaliśmy wymówek, ale szukaliśmy siebie.
Patrząc dziś rano w lustro, mimo strachu i niepewności, co przyniesie przyszłość, potrafię spojrzeć sobie głęboko w oczy i powiedzieć: „Jesteś okej. Podjąłeś decyzję, bo uwierzyłeś we własny potencjał”.
To nie był wpis o technicznej analizie danych. To wpis o braniu życia we własne ręce. Jeśli ta historia w jakiś sposób z Tobą rezonuje, jeśli uważasz, że odnalezienie w sobie zawodowej odwagi to coś, o czym warto mówić głośniej, podziel się tym artykułem w swoich mediach społecznościowych. Trzymajcie się i do zobaczenia w KajoData Space!
Autorem artykułu jest Kajo Rudziński – analytical data architect, uznany ekspert w analizie danych, twórca KajoData oraz społeczności dla analityków KajoDataSpace.
To tyle w tym temacie. Analizujcie w pokoju!
Podobał Ci się ten artykuł 🙂?
Podziel się nim w Social Mediach 📱
>>> udostępnij go na LinkedIn i pokaż, że codziennie uczysz się czegoś nowego
>>> wrzuć go na Facebooka, to się może przydać któremuś z Twoich znajomych
>>> Przypnij sobie tą stronkę to zakładek, może się przydać w przyszłości
Wolisz oglądać 📺 niż czytać – nie ma problemu
>>> Obserwuj i oglądaj KajoData na YouTube
Inne ciekawe artykuły:



