KajoData / Praca i rozwój
Cynizm w pracy: kiedy żart zastępuje kolejny krok w karierze
Piszę o postawie jokera, spokojnej determinacji i sposobie, w jaki zamieniłbym frustrację po nieudanej próbie w jedną konkretną poprawkę.

Przeszedłem drogę od polonisty przez analityka i architekta danych do przedsiębiorcy. Kiedy zastanawiam się, co mi pomogło, myślę również o czymś mniej technicznym niż kolejny element zawodowego warsztatu: o traktowaniu własnej zmiany poważnie. O zgodzie na wysiłek, zanim będzie wiadomo, czy i kiedy przyniesie rezultat.
Zauważam przy tym postawę, którą nazywam jokerem. Ktoś świetnie punktuje absurdy w firmie, ma gotową puentę na każdą niedorzeczność i potrafi rozbawić cały pokój. Problem widzę wtedy, gdy ten sam żart zamyka również rozmowę o poprawie własnej sytuacji. W tym miejscu sam chciałbym się zatrzymać i sprawdzić, co robię dalej.
Joker ma dobrą puentę na każdą możliwość
W krytykowaniu firmowych absurdów jest coś przyjemnego. Mogę celnie nazwać problem, dostać potwierdzenie od innych i przez chwilę poczuć, że przynajmniej widzę, co się dzieje. Sam dystans do siebie i otoczenia uważam za potrzebny. Trudno byłoby wytrzymać zawodowe życie, traktując każdą niedorzeczność śmiertelnie poważnie.
Niepokoi mnie moment, w którym każda propozycja kończy się identycznie. Nauka nowej umiejętności? Pewnie i tak jej nie docenią. Poprawa CV? Rekrutacja przecież zawsze jest ustawiona. Rozmowa o zakresie obowiązków? U nas wiadomo, jak jest. W takim sposobie rozmowy trudno znaleźć miejsce na sprawdzenie czegokolwiek.
Nie muszę przy tym twierdzić, że zarzut jest całkowicie fałszywy. Firma może mieć realny problem, a oferta może być źle przygotowana. Chcę jednak odróżnić opis sytuacji od mojej decyzji o następnym kroku. Mogę uznać, że warunki są słabe, i równocześnie sprawdzić małą możliwość zmiany.
U siebie postawiłbym proste pytanie: co zrobiłem po ostatniej celnej puencie? Jeżeli odpowiedź brzmi „nic, bo już wszystko wyjaśniłem”, potraktowałbym to jako powód do zastanowienia. Samo zauważenie absurdu nie zmieniło jeszcze mojego CV, umiejętności ani rozmowy z przełożonym. Chcę widzieć, czy za komentarzem idzie jakaś decyzja.
Poważne podejście zaczynam od konkretnej zmiany
Nie zakładam, że każdy siada wieczorem z myślą o wielkim planie rozwoju. Czasem po prostu chcę mieć trochę lepiej: ciekawsze zadania, większy wpływ na pracę albo szansę przejścia do analizy danych. To wystarczający początek. Potrzebuję jednak nazwać, co dokładnie próbuję poprawić.
Weźmy wymyśloną osobę pracującą w obsłudze klienta. Interesuje ją analiza danych, ale na razie mówi tylko, że ma dość obecnej pracy. Zaproponowałbym przełożenie tego na sprawdzalny zamiar: chcę zrozumieć, czy lubię pracę z danymi, i przygotować mały projekt, który będę umieć wyjaśnić. Taki zamiar daje punkt zaczepienia do działania.
Osobno ustaliłbym ograniczenia. Ile uwagi i czasu mogę przeznaczyć na próbę? Do jakich materiałów mam dostęp? Czy muszę zachować obecną pracę podczas nauki? Nie chcę planu, który działa wyłącznie w wyobraźni, gdy mam idealny tydzień i nic mnie nie zmęczy. Wolę zakres, do którego umiem wrócić po gorszym dniu.
Poważne podejście oznacza dla mnie także zgodę na sprawdzanie samego kierunku. Mogę odkryć, że wybrany rodzaj pracy mi nie odpowiada. Mała próba nadal coś wtedy wnosi: pomaga podjąć kolejną decyzję. Nie muszę bronić pierwszego pomysłu tylko dlatego, że zdążyłem powiedzieć o nim znajomym.
Brak odpowiedzi na CV zostawia pytania bez odpowiedzi
W materiale przywołuję sytuację, w której po wysłaniu CV nie ma odzewu. Pojawia się żal, frustracja i przekonanie, że nie warto było próbować. Rozumiem ten moment. Samo przygotowanie aplikacji mogło kosztować sporo uwagi, a cisza nie daje nawet wskazówki, co zrobić inaczej.
Chcę tu postawić granicę mojej opinii. Brak odpowiedzi nie dowodzi, że kandydat ma złe nastawienie, za mało się starał albo źle nadaje się do zawodu. Nie znam przyczyny tylko dlatego, że widzę rezultat. Nie chcę dopisywać historii o człowieku na podstawie pustej skrzynki odbiorczej.
Gdybym miał zaproponować następny ruch, zacząłbym od jednego dokumentu i jednego ogłoszenia. Sprawdziłbym, czy opisuję umiejętności związane z zakresem pracy, czy pokazuję konkretne zadanie i czy potrafię uzasadnić każde mocne stwierdzenie. Poprosiłbym kogoś o przeczytanie tego materiału z wyraźnym pytaniem, co pozostaje niejasne.
Odpowiedź „CV jest fajne” mało mi pomoże. Wolałbym usłyszeć, że z opisu projektu nie wynika mój udział albo że odbiorca nie rozumie zastosowania raportu. Mam wtedy element, nad którym mogę pracować. Szerzej pokazuję to w tekście o błędach w CV analityka.
Nie oczekiwałbym, że po jednej korekcie rekrutacja musi się udać. Chcę jedynie uniknąć sytuacji, w której każdą próbę powtarzam identycznie, a jedyną zmianą jest coraz ostrzejszy komentarz o rynku. Mogę uznać trudność warunków, zachować własną godność i nadal poszukać jednej poprawki. Te rzeczy dają się pogodzić.

Spokojna determinacja zostawia miejsce na korektę i odpoczynek
W rozmowach z osobami próbującymi się przebranżowić zauważam różnicę między spokojną determinacją a oczekiwaniem, że wysiłek powinien natychmiast zostać nagrodzony. To moja obserwacja. Nie mam testu, który pozwala przewidzieć czyjś wynik, i nie chcę takiego testu udawać. Używam tego rozróżnienia jako pytania o sposób działania.
Spokojne podejście wyglądałoby dla mnie tak: wybieram zadanie, robię próbę, oglądam rezultat i decyduję, co poprawić. Przy trudnościach mogę się zdenerwować. Nie wymagam od siebie stałego entuzjazmu. Chcę natomiast wrócić do zadania, gdy będę mieć zasoby, i sprawdzić coś bardziej konkretnego niż ogólne „czy ja się w ogóle nadaję”.
W wymyślonym planie nauki można poświęcić tydzień na opis i wykonanie małego raportu. Jeśli zakres okazuje się zbyt duży, ograniczyłbym go do jednego pytania i jednego źródła. Jeśli utknąłem na pojęciu, zapisałbym je jako temat do wyjaśnienia. Nie dokładałbym od razu kolejnego kursu, zanim zrozumiem miejsce, w którym stanąłem.
Zostawiłbym też czas na odpoczynek. Determinacja nie oznacza dla mnie obowiązku przepracowania każdej wolnej chwili. Jeżeli plan regularnie wykracza poza moje możliwości, chcę poprawić plan. Zmęczenie nie jest dowodem zawodowej ambicji, a publiczna deklaracja celu nie zobowiązuje mnie do ignorowania własnej sytuacji.
Przyjąłbym również warunek zakończenia próby. Kiedy mam obejrzeć rezultat? Z kim go omówić? Co pozwoli zdecydować o dalszej nauce? Dzięki temu mogę podjąć decyzję o zmianie kierunku albo przerwie bez nazywania każdej korekty porażką. Chcę wytrwałości połączonej z oceną tego, co rzeczywiście robię.
Uczę się reguł gry i pamiętam, gdzie kończy się mój wpływ
W materiale proponuję patrzenie na świat jak na grę, której reguł się uczę. Pomaga mi to zadawać pytania: czego wymaga dana rola, co potrafię pokazać, jak wygląda następny etap? W takiej perspektywie łatwiej mi znaleźć ruch, który mogę wykonać. Nie potrzebuję twierdzić, że wszystkie zasady są dobre.
Ta metafora również ma ograniczenia. Warunki startu są różne, część decyzji podejmuje ktoś inny, a niektórych przeszkód nie usunę lepszym nastawieniem. Nie chcę obiecywać, że każdy wysiłek przyniesie oczekiwany rezultat. Nie chcę też robić z czyjegoś niepowodzenia dowodu, że za mało wierzył w siebie.
Dla wymyślonego kandydata podzieliłbym sytuację na rzeczy do sprawdzenia i rzeczy, których dziś nie rozstrzygnie. Może poprawić czytelność projektu, poćwiczyć wyjaśnienie decyzji albo doprecyzować, jakiej pracy szuka. Nie ustali sam, czy firma otworzy stanowisko ani jak oceni go druga strona. Warto nie mieszać tych dwóch obszarów w jedną ocenę własnej wartości.
Uczenie się reguł nie oznacza też zgody na każdą propozycję. Jeżeli zakres pracy albo warunki mi nie odpowiadają, mogę zrezygnować. Poważne potraktowanie kariery obejmuje wybór tego, w co nie chcę inwestować. Ważne, żebym umiał nazwać powód decyzji, zamiast chować go za gotową puentą o bezsensie wszystkiego.
Zamień jedną skargę w małą próbę
Proponuję proste ćwiczenie. Zapisz jedno zdanie, którym najczęściej kończysz rozmowę o swojej pracy. Wybierz takie, które wraca automatycznie. Następnie opisz konkretną sytuację, do której się odnosi: zadanie, dokument albo rozmowę. Dzięki temu masz coś, czemu można się przyjrzeć bez rozstrzygania całego zawodowego życia.
Dopisz, co w tej sytuacji wiesz, czego się domyślasz i na co masz wpływ. Wybierz jeden niewielki ruch: poproszenie o informację zwrotną, poprawienie opisu projektu albo wykonanie części ćwiczenia. Ustal rozsądny moment powrotu do rezultatu. Nie musisz publikować deklaracji ani ogłaszać znajomym nowej wersji siebie.
Po próbie sprawdź, czego się dowiedziałeś. Czy problem stał się jaśniejszy? Czy dostałeś konkretną uwagę? Czy zakres był wykonalny? Jeśli nic się nie wyjaśniło, zastanów się nad zmianą pytania albo poproszeniem o pomoc. Samo zaliczenie aktywności nie jest moim celem. Chcę materiału do następnej decyzji.
Właśnie tak rozumiem potraktowanie zmiany poważnie. Mogę zachować humor i widzieć absurdy, a równocześnie wykonać następny krok. Z własnej drogi nie robię przepisu gwarantującego sukces każdemu. Wiem natomiast, że sama celna puenta nie wykona za mnie tej jednej rzeczy, którą postanowiłem sprawdzić.
Najważniejsze w pigułce
Czy humor przeszkadza w zmianie kariery?
Sam humor mi nie przeszkadza. Zwracam uwagę na sytuację, w której żart kończy każdą rozmowę o możliwym działaniu i zastępuje następną próbę.
Czy brak odpowiedzi na CV świadczy o złym nastawieniu?
Nie. Sam brak odpowiedzi nie wyjaśnia przyczyny i nie pozwala ocenić człowieka. Proponuję sprawdzić to, na co masz wpływ, bez przypisywania sobie całej odpowiedzialności za proces.
Jak zacząć, kiedy trudno mi ruszyć dalej?
Wybierz jeden mały element, który możesz sprawdzić, na przykład czytelność opisu projektu w CV. Ustal konkretną poprawkę i czas na jej ocenę, uwzględniając odpoczynek i własne możliwości.
Przy pracy nad artykułem użyto w zautomatyzowany sposób sztucznej inteligencji. Jeśli też chcesz tak umieć, sprawdź ten projekt.
